Między troską, a opuszczeniem

Autor: Dorota Wysok

Mało która Polka lubi swoje ciało. Polki, nazywane przez niemieckiego poetę, Heinricha Heinego „Afrodytami znad Wisły”, doświadczają wielu kompleksów. W licznych dyskusjach podkreślany jest wpływ mediów, kult ciała, dążenie do doskonałości, a niewiele mówi się o relacji matka-niemowlę, paradoksalnie pierwszej i najbardziej wysyconej cielesnością relacji, która obok kultury jest ważnym czynnikiem kształtującym idealizowany obraz ciała.

Relacja matka – niemowlę

Nasza historia wczesnych relacji zapisana jest w ciele. To, czy przeżywamy nasze ciało jako źródło przyjemności, czy lęku w dużej mierze uwarunkowane jest udaną relacją matki z niemowlęciem. Niemowlę poszukuje matki, która pomoże mu znieść trudne do wytrzymania stany, obdarzy go kochającym spojrzeniem, dostarczy mu pierwszych zachwytów, zapewni udany i kojący kontakt cielesny. Nie jest to łatwe zadanie. Wymaga od matek dużych umiejętności obdarzania dziecka troską, ale i czerpania wsparcia od innych.

Matka również ma swoją wczesnoniemowlęcą historię, w której przechowuje przeżycia cielesne w kontakcie ze swoim opiekunem. To jak ona przeżywa własne ciało, jak doświadcza bliskości, przekłada się na kształtowanie się podejścia do cielesności u jej dziecka. W tym czasie decydujące jest, czy matka potrafi cieszyć się z fizycznego kontaktu z niemowlęciem i czerpać przyjemność z dotyku, przytulenia, zmysłowości. Niemowlę potrzebuje wymiany spojrzeń, czułego dotyku, ukołysania niepokoju. Potrzebuje, by matka była dla niego miłosnym lustrem, poprzez którego odbicie będzie mogło się zadomowić w swoim ciele i umyśle.

Okres tuż po narodzeniu jest dla niego czasem, kiedy po przejściu pierwszej separacji, jaką jest poród, stopniowo zaczyna radzić sobie z nową rzeczywistością. Potrzebuje w tym pomocy, bo przerażenie, jakie temu towarzyszy, jest ponad jego możliwości. Aparat psychiczny nie jest przygotowany na radzenie sobie z tego typu przeżyciami. Jego psychiczność dopiero się tworzy, a napór doznań musi być przyjęty i przekształcony w czułym kontakcie przez opiekuna. Poczucie obfitości i jedności płynące z relacji musi być wtedy zapewnione, by umożliwić dziecku stopniowe adaptowanie się do odmiennej rzeczywistości i paradoksalnie, by zacząć naturalnie wyodrębniać się z ciała matki.

Winnicott (1945, 1965) ukuł ważne pojęcie „wystarczająco dobrej matki”, czyli takiej, która będzie w stanie umożliwić dziecku wystarczające wsparcie w drodze ku odrębności. Jeśli etap ten przebiegnie prawidłowo, kontakt z matką będzie uwewnętrzniony, jako zaspokajające doświadczenie, ciało dziecka to zapamięta i będzie odtwarzać w indywidualnych wzorcach ruchowych. Będzie mogło czerpać przyjemność z kontaktu z własną cielesnością i z innymi osobami. Będzie mogło czuć się obiektem pożądania bez względu na to, czy spełnia kulturowe standardy piękna, czy nie. Wystarczająco dobra matka będzie wspierać dziecko w drodze ku surowej rzeczywistości, początkowo nawet „koloryzując” zachwyt ciałem dziecka, nieco dobroczynnie zniekształcając jego rzeczywisty obraz, później naturalnie frustrując i przygotowując  do świata, gdzie występuje odrębność i niezależność. 

 

Niepokój, opuszczenie, rozpacz, katastrofa

Jeśli w tym okresie pojawią się przekraczające możliwości dziecka frustracje, jeśli kontakt cielesny, mentalny  i emocjonalny z opiekunem nie będzie wystarczający, niemowlę będzie doświadczać niepokoju, opuszczenia, rozpaczy, nawet katastrofy. Wówczas chcąc się przed nią uratować może poszukiwać sposobów na radzenie sobie z nią przez dostosowywanie się do matki, przejawianie nienaturalnej witalności, aktywności, bądź wycofując się, po to by wpasować się w schemat relacji uwewnętrzniony przez matkę.

Będąc dorosłym może sobie radzić z tymi niemowlęcymi stanami przez pseudo-niezależność, tzn. przez intelektualny bądź cielesny pancerz, pod którym będzie wciąż przerażone niemowlę, oczekujące ciepłego kontaktu i przekształcenia jego lęków, a jednocześnie bardzo obawiające się bliskości.

Poczucie nieustannego braku może objawiać w postaci kompleksów, brakiem wymarzonego kształtu ud, pośladków, brzucha, jednak na głębszym poziomie będzie to brak możliwości poradzenia sobie z napięciem wypełniającym ciało, brak zaspokojenia podstawowych potrzeb w kontakcie. Silne pragnienie ukojenia bólu psychicznego może prowadzić do wycieńczających treningów, diet, czy modyfikacji ciała w dążeniu, by siebie „uzdrowić”. Krążyć mogą wokół tego myśli, że jeśli udałoby się posiąść idealizowaną sylwetkę, wtedy brak zostanie wypełniony, dostanie się miłość ze strony innych osób i upragniona jedność będzie gwarantowana. Krążyć mogą również różne uczucia pokazujące, jak ciało staje się sceną dla poczucia krzywdy, odrzucenia, niepokoju, czy bezradności.

 

Przeżywanie zależności od matki

Skrajnym bólem psychicznym związanym z frustracją potrzeb troski, bycia zauważonym i zaopiekowanym jest ból związany z dezorganizującym przeżywaniem zależności od matki. Dzieje się tak wówczas, gdy zależność ta nie tylko jest odczuwana w nieprzyjemny sposób, ale paradoksalnie budzi dodatkowe cierpienie i strach,  szczególnie wtedy, gdy matka sama jest nim przepełniona. Wówczas jej uwaga nie może spełniać funkcji magnesu zbierającego i porządkującego chaotyczne stany niemowlęcia, a raczej jest przeżywana jak wiatr, który dodatkowo rozpyla i dezorganizuje.

Są to bardzo trudne momenty i dla matki i dla dziecka. U dziecka może się wówczas pojawić obrona typu „zakaz wstępu”, która może przenieść się na brak możliwości karmienia się kontaktem, jak również konkretnym pokarmem. Zarówno kontakt, jak i pokarm są wtedy przeżywane w sposób prześladowczy. Trzeba się przed nim chronić najlepiej ucieczką.

Inną przeszkodą na drodze do przyjęcia swojej cielesności mogą być również uczucia złości dziecka wobec odrębności matki, szczególnie gdy już ono zaczyna zauważać, że matka nie jest tylko dla niego, że swoje ciało dzieli z kimś innym. Ten ważny moment w życiu dziecka konfrontuje go z kolei z załamaniem się iluzji posiadania matki na swoją własność. Mogą się wtedy pojawić kłopoty w doświadczaniu siebie, jako nadal pożądanego, choć już odrębnego. Pojawia się wtedy wybór. Można wtedy przejść trudniejszą, ale rozwojowo zdrowszą drogę do uznania rzeczywistości istnienia matki w relacjach z innymi, ale i własnej niewystarczalności, potrzeby kontaktu z nią, bądź inną osobą, która dostarczy wsparcia w trudnych chwilach, albo można obrać drogę samowystarczalności i wszechmocy, zaprzeczając zależności od innych, a oddając się przyjemnemu poczuciu mocy i niezależności. Można wtedy uznawać, że ma się swoje ciało pod swoją kontrolą, że nie potrzeba innych by ukoić wewnętrzne napięcie, a kierować się przekonaniem, że sprawiające kłopoty ciało można dowolnie kształtować, często frustrując swoje potrzeby fizjologiczne: snu, sytości, wypoczynku.

Wtedy podważa się podstawowy fakt życiowy, że nie umiemy urodzić samych siebie, że w nasze ciało wpisany jest też ktoś inny i że cielesność jest naturalnym prototypem psychicznej zależności. Obierając drogę mocy nie można nakarmić opuszczonego dziecka w samym sobie, już nie dlatego, że się tego nie umie, a dlatego, że bardzo trudno jest uznać rzeczywistość zależności, znosić frustracje i sięgać po pomoc w takim zakresie, jaki jest dostępny.

 

Jaką jestem matką dla wewnętrznego dziecka?

Ważne jest przyjrzenie się temu, jaką jestem matką dla potrzebującego uwagi, cierpiącego dziecka we mnie. Czy obdarzę je troską, ukołyszę, czy doświadczając jego bólu, opuszczę go skazując na „nienażarty” głód emocjonalny, mentalny i fizyczny. Ważne jest również przyjrzenie się temu, czy mogę uznać zależność od innych i korzystać z ich pomocy, czerpiąc przyjemność z kontaktu, w który wpisane są chwile.