Stosunek do swojego ciała a poczucie wartości

Autor: Anna Jarmińska-Srebrna

Używając psychologicznej metafory możemy powiedzieć, że mamy w sobie trzy stany: wewnętrznego rodzica, dorosłego i dziecka.

Rodzic to nasze wartości, normy, zasady, sposób traktowania wewnętrznego dziecka – ta część zwykle przypomina naszych zewnętrznych rodziców, do momentu, gdy jej nie zmodyfikujemy.

Wewnętrzny dorosły to realista w nas – rozumie świat zgodnie z zasadą przyczyny i skutku. Tę część zwykle w toku rozwoju powiększamy.

Dziecko wewnętrzne przypomina nas z przeszłości – ma podobną emocjonalność, preferencje, temperament, z tej części czerpiemy energię i kreatywność, ta część jest również źródłem objawów, jeśli relacja wewnętrznego rodzica i dziecka nie jest zdrowa.

O  idealnej relacji wewnętrznej matki i córki

Zdowie polega na zbalansowaniu stanów wewnętrznego rodzica, dorosłego i dziecka. Ważne jest to, by rodzic dbał o dziecko, słuchał jego potrzeb, jednak warto też by to on podejmował decyzje dotyczące całego układu.

Poczucie wartości jest stanem, w którym dla wewnętrznego rodzica dziecko jest dużo warte (jest ważne). Wewnętrzny rodzic akceptuje dziecko bezwarunkowo i o nie dba. Dbanie o wewnętrzne dziecko jest nierozerwalnie połączone z dbaniem o jego ciało.

Gdy kocham moją wewnętrzną córkę, zachwycam się jej ciałem, lubię je głaskać i tulić. Patrzę na nią, jak na drzewo w ogrodzie – nie mam wymagań, żeby było idealne – jest piękne w swojej unikalności.

Gdy ją karmię robię to z mądrością, obserwując, jakie pokarmy są dla niej właściwe. Słucham sygnałów z ciała, by wiedzieć, czy jest głodna, czy najedzona.

Staram się zaspokajać prawdziwe potrzeby wewnętrznej córki, nie stosując substytutu w postaci jedzenia. Stawiam jej granice, gdyby chciała jeść pokarmy niezdrowe, ustalam zasady dotyczące słodyczy i innych zachcianek, po czym pilnuję, by zasady były respektowane.

Jeśli wewnętrzna córka czuje się nieatrakcyjna, rozmawiam z nią o tym, starając się zrozumieć jej uczucia. Uczę ją zdrowej narracji na temat piękna. Jeśli jest coś, co chciałaby zmienić w swoim wyglądzie, zastanawiam się z nią wspólnie nad jej motywacją, możliwościami i realnością takiej zmiany. Jeśli uznamy, że podejmujemy decyzję o zmianie nawyków dotyczących ruchu czy żywienia, dbam o ułożenie realistycznego planu, bez restrykcji, pamiętając o nagrodach za wysiłek. Cel takiej zmiany nie powinien być powiązany z wartością córki. Jej wartość jest niezależna i przyrodzona. Cele dotyczące zmiany możemy realizować z innych przyczyn i nigdy nie powinny być one ważniejsze od córki, jej zdrowia fizycznego czy psychicznego. Nie powinny być też narzucone z zewnątrz. To nasza suwerenna decyzja.

Gdy wprowadzona zmiana służy mojej wewnętrznej córce, widzimy, że jest zdrowsza, bardziej witalna, zadowolona ze swojej sprawczości. Jeśli z braku konsekwencji zaniechamy kontynuacji zmiany, traktujemy to jako potknięcie na drodze, wstajemy, otrzepujemy się i idziemy dalej. Możemy też zewaluować wówczas realność naszego planu i w razie potrzeby go zmodyfikować.

W powyższym procesie uczymy córkę wyznaczania celów i konsekwencji w działaniu, które mogą jej się przydać również w innych dziedzinach życia. Pamiętamy o tym, by umieścić temat jedzenia, ciała, wyglądu, tam gdzie jego miejsce w hierarchii ważności. Niech będzie to temat istotny, ale nie najważniejszy – wiem jak dużo moja córka ma do zaoferowania – jest czymś więcej niż ciałem, podziwiam ją w całości z jej wrażliwością, intelektem i sferą duchową.

Jako matka jestem wilczycą pilnującą granic mojego dziecka – nie pozwalam innym przekraczać jej granic cielesnych, wypowiadać się na temat jej wyglądu, jeśli sobie tego nie życzy – to nasza intymna sprawa.

Opisany powyżej opis relacji wewnętrznej matki i córki to typ idealny, do którego możemy zmierzać, ale nie musimy go w pełni osiągnąć. Relację tę budujemy całe życie. Pamiętajmy, że zdrowie dziecka wynika z relacji z wystarczająco dobrą matką.