Zaburzenia odżywiania oczami psychodietetyczki: rozmowa z Marzeną Rojek-Ledwoch
NC: Dzień dobry, nazywam się Natalia Czupajło, jestem uczestniczką projektu
społecznego „Więcej niż Waga” organizowanego w ramach Olimpiady Zwolnieni z
Teorii, a dzisiaj, w imieniu Fundacji „Głód(nie)Nażarty”, przeprowadzę wywiad z
psychodietetyczką – Panią Marzeną Rojek-Ledwoch.
MR: Dzień dobry.
NC: Tematem naszej rozmowy będą zaburzenia odżywiania widziane okiem
specjalisty. Często spotyka się Pani z zaburzeniami odżywiania u młodzieży?
MR: Powiem szczerze, że zdecydowana większość moich pacjentów to osoby, które
chorują właśnie na zaburzenia odżywiania. Pomagam w leczeniu problemów z
jedzeniem u młodzieży, stąd też można powiedzieć, że jest to moja specjalizacja.
Częstotliwość występowania zaburzeń odżywiania u młodych ludzi rośnie w
ostatnich latach, co obserwujemy w badaniach.
NC: Pacjenci, którzy do Pani trafiają, zgłaszają się sami, czy najczęściej zostają
jednak skierowani przez lekarzy lub rodziców?
MR: Zazwyczaj zostają skierowani właśnie przez rodziców, psychiatrów ośrodkowych,
ale też psychologów, psychoterapeutów i lekarzy innych specjalizacji.
NC: W momencie, w którym rodzic dziecka borykającego się z zaburzeniami
odżywiania zauważy problem, bardzo często stosuje groźbę szpitala, która ma
wywołać w dziecku chęć do podjęcia leczenia. Jest to odpowiednia motywacja,
czy raczej potencjalny powód pogłębienia się zaburzeń?
MR: Nie do końca jestem w stanie odpowiedzieć w jasny, bezpośredni sposób, czy to
dobra, czy zła motywacja, dlatego, że bardzo nie lubię słowa groźba użytego w
tym kontekście. Specjaliści – psychodietetycy, lekarze psychiatrzy,
psychoterapeuci, czy psychologowie muszą poinformować pacjenta, że jeżeli jego
stan zdrowia się nie poprawi, nie nabierze większej masy ciała, nie będzie
spożywał większych ilości energii, może zaistnieć konieczność leczenia danej
osoby w warunkach szpitalnych. Szpital nie jest więc groźbą, tylko naturalnym
etapem leczenia dla niektórych pacjentów. Uważam, że rodzice czasami stosują
groźby, ale ważne jest, żeby przeformułować je w informacje. Leczenie w
warunkach domowych albo ambulatoryjnych, chodząc do przychodni, jest możliwe
wyłącznie w przypadku stabilnej sytuacji zdrowotnej pacjenta.
NC: Czy istnieją inne rodzaje motywacji? Takie, które w lepszy sposób mogą dotrzeć
do dziecka?
MR: Powiem ze swojej perspektywy, że rolą specjalisty jest pokazanie osobie chorej,
że zmaga się z zaburzeniami odżywiania, bo bardzo często nie ma ona tej
świadomości albo ją wypiera. Poza tym, pokazanie, że zaburzenia to nie jest coś,
co tylko i wyłącznie daje nam jakieś profity, czyli na przykład chwilowy spadek
masy ciała, ale przede wszystkim coś nam zabiera. Pokazanie, że choroba jest
czymś, co odbiera nam zdrowie, relacje z bliskimi, to, co lubimy, czyli na przykład
aktywność fizyczną albo możliwość wyjazdu w różne miejsca. Skupiamy się więc
na tym, by wyjaśnić, że jeżeli będzie dalej tkwić w chorobie, to będzie ponisiła
wysokie koszty. To pozwala zazwyczaj wydobyć trochę naturalnej motywacji do
leczenia.
NC: Jakie objawy obserwuje Pani, gdy do Pani gabinetu trafia młoda osoba, która
boryka się z zaburzeniami odżywiania? Czy jest coś charakterystycznego?
MR: To zależy od tego, z jakimi zaburzeniami będziemy się spotykać, bo troszkę
inaczej będzie nam się objawiać zaburzenie, jakim jest jadłowstręt psychiczny,
inaczej bulimia czy kompulsywne objadanie się. Jednym elementem wspólnym dla
tych wszystkich zaburzeń jest to, że dana osoba jest nadmiernie skoncentrowana
na swojej masie i kształcie ciała. Może się to objawiać tym, że mierzy się taśmą
mierniczą parę razy w ciągu doby, albo że przegląda się w każdym lustrze lub
dokonuje kilkukrotnych pomiarów masy ciała w ciągu dnia. Mogą występować
bardzo różne zachowania, ale generalnie chodzi o kontrolę swojej masy ciała i
sylwetki. Sprawdzamy, czy jesteśmy w stanie złapać za pomocą naszej ręki
nadgarstek i zamknąć dłoń. Niepokojące są objawy, które dotyczą właśnie sfery
odżywiania, czyli na przykład wykluczenie jakichś produktów, z dnia na dzień
ograniczanie porcji, które ewoluuje. Na początku niewielkie restrykcje, które z
czasem się nasilają. Wszystkie te objawy są jednak do wychwycenia przez
troskliwego opiekuna.
NC: Ważnym elementem zaburzeń odżywiania jest ograniczanie posiłków. Poza tym,
znaczącą rolę może również odgrywać lekka aktywność fizyczna będąca środkiem
kompensacyjnym przyzwalającym na spożycie pokarmu. Czy zaobserwowała Pani
takie zachowania wśród swoich pacjentów?
MR: Zdecydowanie, jest to bardzo częste. Generalnie nadmierna aktywność fizyczna
jest jednym z objawów dążenia do osiągnięcia określonej sylwetki. Czasami działa
to w taki sposób, że kompensujemy sobie to, co już zjedliśmy. Czasami
uprawiamy aktywność po to, żeby dać sobie przyzwolenie na jedzeniem. Zdarza
się jednak, że nadużywamy tej aktywności, żeby skrzywdzić swoje ciało.
Ćwiczymy na tyle intensywnie, na tyle długo, aby nie tylko spalać energię, ale też
doprowadzać do takich stanów, w których odczuwamy ból, dyskomfort i
wycieńczenie. Tego rodzaju aktywność fizyczna jest często praktykowana przez
osoby chorujące na zaburzenia odżywiania.
NC: W jaki sposób choroba może wpłynąć na nasze zdrowie i funkcjonowanie
całego organizmu?
MR: Zaburzenia odżywiania wpływają właściwie na funkcjonowanie każdej komórki,
tkanki, narządu, układu narządów. Warto to jednak rozróżnić. Niektóre zaburzenia
przebiegają ze stanem niedożywienia, czyli ze zbyt niską masą ciała w stosunku
do etapu rozwoju. Niedożywienie jest bardzo poważną konsekwencją, która może
prowadzić do śmierci. Do poważnych skutków, które mogą dotyczyć układu
kostnego, należy wcześnie rozwijająca się osteoporoza. Poza tym, problemy z
niepłodnością i brak miesiączki u kobiet. U mężczyzn jest to obniżenie libido czy
zaburzenia erekcji. Konsekwencją są również zmiany w naszym układzie
nerwowym, w obrębie mózgu. W ich przebiegu funkcje poznawcze się
pogarszają. Spada koncentracja, cierpi nasze serce, znacznie gorzej pompując
krew do różnych części naszego ciała. Konsekwencji jest więc bardzo dużo. W
zasadzie żadna tkanka i żaden narząd w przypadku niedożywienia nie pozostają
bez szkody. Z drugiej strony, wtedy, kiedy mamy do czynienia z zaburzeniami, w
których pacjent się kompulsywnie przejada, może wzrosnąć masa ciała a tym
samym ilość tkanki tłuszczowej. To również może się wiązać z pewnym
niekorzystnym wpływem na cały organizm. W przypadku bulimii, jeżeli
zachowaniami kompensacyjnymi są wymioty, to dodatkowo mogą się pojawić
różne zaburzenia elektrolitowe. Bardzo niszczą nam się zęby. Może się rozwinąć
próchnica. Rozwijają się stany zapalne w jamie ustnej i pojawia się jeszcze wiele
innych poważnych konsekwencji. Można więc powiedzieć, że skutki zaburzeń
odżywiania mogą być dotkliwe, a wraz z pogłębianiem się choroby, powikłania
stają się coraz bardziej poważne.
NC: Wspomniała Pani o bulimii. W przypadku tego zaburzenia bardzo często
pojawiają się różnego rodzaju rozregulowania metaboliczne. Czy da się je
naprawić?
MR: Nasz organizm jest w stanie wrócić do zdrowia, także w kontekście pracy czy
równowagi między procesami rozpadu, czyli procesami katabolicznymi i
procesami syntezy, czyli anabolicznymi. Długą, cierpliwą pracą, można przywrócić
ciało do zdrowego funkcjonowania. Wymaga to jednak bardzo dużo czasu.
NC: Leczenie rozpoczyna się od decyzji. Czy często spotyka się Pani z blokadami
psychicznymi, które bardzo trudno jest przełamać? Czy osoby chore wykazują
prawdziwy lęk przed zwiększeniem porcji posiłków?
MR: Tak, zdarza się to w momencie, kiedy choroba jest bardzo nasilona, a pacjent
bardzo niedożywiony. Często jest on w takim stanie, w którym nie ma możliwości
podjąć świadomej decyzji o leczeniu. Bardzo często dotyczy to osób, których stan
wymaga hospitalizacji. Dopiero później mogą one świadomie chcieć zdrowieć.
NC: Wspomniała też Pani o powikłaniach. Jak często one występują i czym jest
zespół ponownego odżywiania?
MR: Zespół ponownego odżywienia, czyli tzw. refeeding syndrom, to zbiór objawów
z zaburzeniami elektrolitowymi, czyli zaburzeniami w stężeniach fosforu, potasu
czy magnezu. Łączy się to z zaburzeniami gospodarki glukozowej. Zespół
ponownego odżywienia występuje wtedy, gdy osoba chora ma bardzo niską masę
ciała w stosunku do jej wzrostu, czyli gdy jest poważnie niedożywiona lub gdy
przez pewien czas głodowała. Jeśli nieodpowiednio zaplanujemy wyjście z tego
stanu niedożywienia, czy też z głodowania istnieje ryzyko wystąpienia zespołu
ponownego odżywienia, którego konsekwencjami są powikłania kardiologiczne,
pulmonologiczne, a nawet zgon. Dlatego należy mądrze i rozsądnie poprawiać
stan odżywienia organizmu, robić to stopniowo włączając odpowiednią
suplementację.
NC: Często zdarza się Pani pomagać osobom z poważnymi powikłaniami? Czy są
one normą w przypadku leczenia zaburzeń odżywiania?.
MR: Mamy do czynienia z pacjentami, którzy chorują długotrwale, przewlekle, po
kilka, czasami kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Według statystyk, jest to około
dwudziestu procent wszystkich przypadków. Tacy pacjenci pojawiają się również w
moim gabinecie.
NC: Dokładnie, zaburzenia odżywiania mogą trwać bardzo długo, a nawrót choroby
występuje stosunkowo często. Czy zaburzenia odżywiania da się w takim razie
zupełnie wyleczyć?
MR: Da się doprowadzić pacjenta do stanu zdrowia, czyli do pełnego dobrostanu
fizycznego, psychicznego i społecznego. Osoby zmagające się z zaburzeniami
odżywiania są narażone na nawroty choroby, jest to naturalne, niemniej jednak
można się z tym uporać. Można też funkcjonować bez nawrotów. Statystyki są
bardzo niespójne, uznaje się, że pełne wyleczenie dotyczy od czterdziestu do
siedemdziesięciu procent pacjentów. Jest to bardzo duży rozstrzał. Tak jak mówię,
grupa osób, około dwudziestu procent w przypadku jadłowstrętu, to są osoby,
które przechodzą w fazę przewlekłą choroby. W związku z tym długo pozostają
pod opieką specjalistów.
NC: Opiekunowie bardzo często nie do końca zdają sobie sprawę ze zmagań swoich
dzieci. Popełniają wtedy błędy w podejściu do nich. Na czym polegają główne
problemy w relacji między chorującym dzieckiem a jego opiekunem?
MR: Byłabym daleka od tego, żeby mówić o błędach, bo nie moją rolą jest je
wytykać, natomiast trudności, problemy to jest zupełnie inna sprawa. Najczęściej
wiążą się one z niezrozumieniem choroby, tych zaburzeń, z którymi borykają się dzieci. Opiekunowie nie wiedzą, w jaki sposób się one objawiają, jak przebiegają,
jak należy je leczyć i dlatego pacjenci powinni trafiać do specjalistów. Prawda jest
taka, że dzieci prawie zawsze powinny być pod opieką zespołu
multidyscyplinarnego, czyli lekarza psychiatry, psychoterapeuty, psychologa,
dietetyka, czasami lekarzy innych specjalizacji, fizjoterapeutów. Zależy to od
potrzeb rodziny i pacjenta. Jeśli są oni profesjonalnie zaopiekowani, to mogą
liczyć na wsparcie w trudnych sytuacjach. Zaburzenia odżywiania są bowiem
chorobą systemową, dotykają wszystkich członków rodziny. Właśnie dlatego tak
istotna jest specjalistyczna opieka.
NC: Czy miałaby Pani jakieś rady dla rodziców, opiekunów dzieci zmagających się z
zaburzeniami odżywiania? Jak powinni oni postępować, aby skłonić dziecko do
leczenia albo do zjedzenia posiłku?
MR: Powiedziałabym, że kluczem do tego jest wsparcie i bycie przy dziecku, czyli
trwanie, troska, ale też pewnego rodzaju konsekwencja. Objawy muszą zderzyć
się z twardym stanowiskiem rodziców, których zadaniem jest ochronić dziecko
przed chorobami, przed śmiercią. Ważne jest bycie przy dziecku, wspieranie go,
aktywne słuchanie, ale równocześnie bardzo konsekwentne wskazywanie, w jaki
sposób dążyć do wyzdrowienia.
NC: Powiedziała Pani, że zaburzenia odżywiania dotykają całej rodziny. Czy udanie
się na terapię rodzinną byłoby dobrym posunięciem?
MR: To byłby dobry pomysł. Dla części pacjentów terapia systemowa jest jednym z
zalecanych nurtów, jeśli chodzi o psychoterapię. Terapia rodzinna w przypadku
zaburzeń odżywiania jest bardzo potrzebna i stosunkowo skuteczna.
NC: Zdarzyło się Pani kiedyś usłyszeć od swojego pacjenta, że to właśnie specjalista
dietetyki popełnił nieświadomie jakiś błąd?
MR: Chciałabym wierzyć, że wszystkie ewentualne potknięcia nie wynikają ze
świadomego działania innych specjalistów, a bardziej z niezrozumienia choroby.
Zdarza się czasami, że pacjenci na etapie chorowania trafiają do kogoś, kto nie do
końca ten temat zgłębił, i to nie pod kątem dietetycznym, ale w ogóle,
świadomości choroby i takich umiejętności miękkich, także komunikacji z
pacjentem. Myślę jednak, że to właśnie wynika częściej z braku doświadczenia
aniżeli z innych przyczyn.
NC: Nawet jeżeli wystąpiłyby jakieś problemy w komunikacji, to nie warto się zrażać i
spróbować leczenia u innego specjalisty.
MR: Myślę, że to jest bardzo dobra rada, żeby się nie poddawać. Dlatego że, tak jak
nie zawsze fryzjer, do którego trafimy, będzie nam odpowiadać, tak nie zawsze
pierwszy dietetyk, pierwszy psychoterapeuta będzie tym, z którym będziemy
chcieli przejść drogę ku zdrowieniu. Warto więc mówić o swoich potrzebach i o
doświadczeniach kolejnym specjalistom, do których trafimy, aby móc uniknąć
problematycznych sytuacji.
NC: Poza specjalistami dietetyki, dzieci mają styczność również z innymi lekarzami.
Przykładowo, podczas bilansu. Czy uważa Pani, że świadomość całego
środowiska medycznego bywa niewystarczająca?
MR: Nie nazwałabym jej niewystarczającą, bardziej powiedziałabym, że wszelkie
niedociągnięcia, które się zdarzają, wynikają ze struktury tego, w jaki sposób te
bilanse przebiegają. Tym parametrem, który uzyskujemy, jest masa ciała, do której
odnosi się specjalista oraz wskaźnik BMI. Często nie ma przestrzeni, aby
porozmawiać o tym, czy są jakieś problemy, jakieś trudności z karmieniem, z
jedzeniem. Bardziej to pewnie wynika z samej struktury bilansu, a nie z tego, że
specjaliści nie mają świadomości, że takie zaburzenia istnieją. Wszyscy wiemy, że
one są. Wszyscy wiemy że częstotliwość ich występowania niestety rośnie. Nie
zawsze jest jednak możliwość, przestrzeń na pełną diagnostykę.
NC: Media społecznościowe w znaczący sposób wpływają na nasze postrzeganie
swojego ciała i kreację pewnych kanonów piękna. Czy zauważyła Pani wśród
swoich pacjentów, że obrazy, które są w mediach publikowane mogą wpływać na
wystąpienie takich zaburzeń?
MR: Na pewno jest to jeden z czynników ryzyka. Nie jedyny, nie ten dominujący,
ale problematyczny. Żyjemy w czasach jasno określających ideał szczupłej,
zgrabnej , wysportowanej sylwetki. My to internalizujemy, my to przyjmujemy i
szczególnie kobiety, młode dziewczyny starają się do tego ideału dążyć. Niestety
opieramy też naszą samoakceptację, naszą samoocenę na wyglądzie
zewnętrznym i to faktycznie zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się potem
zaburzeń odżywiania.
NC: Czy sądzi Pani, że media są dobrym środkiem przekazu, który poszerza
świadomość na temat zaburzeń odżywiania?
MR: Tak, myślę, że media są doskonałym kanałem informacji i przekazywania
wiedzy. W dzisiejszych czasach niektórzy wykorzystują je do tego, żeby
sprzedawać różne preparaty, które mają nam zapewnić wspaniałą sylwetkę albo
nowe modne diety. Powinniśmy wykorzystywać je jednak w celu szerzenia wiedzy
na temat tego, jakie funkcje pełni nasze ciało, czyli do czego służy, że nie tylko jest
czymś, co widać, co wygląda, ale też jest czymś, co pozwala nam na co dzień
funkcjonować, realizować swoje pasje, pomysły, pracować, uczyć się. Możemy edukować też o tym, że istnieją takie problemy, jak zaburzenia odżywiania,
możemy blokować konta, które promują te zaburzenia, bo takich kont jest bardzo
dużo. Myślę, że każdy młody człowiek, który kiedyś się tym tematem interesował,
trafiłby na takie treści. Mamy tutaj bardzo duże pole manewru, tylko musimy
zmienić retorykę z tego, że wszyscy powinniśmy być szczupli, piękni, zgrabni i
wysportowani, na to, że warto dbać o zdrowie, nie robiąc sobie przy tym krzywdy.
NC: Oczywiście. Bardzo dziękuję za rozmowę.
MR: Dziękuję.